ZROZUMIENIE – którędy droga

ZROZUMIENIE – którędy droga

Rozważając własną drogę warto zauważyć, że nie tylko my mamy do pokonania przeszkody. Zastanawiam się czasami nad ścieżkami innych osób. Nie analizuję każdego, kogo mijam na ulicy – żeby była jasność. Po prostu patrząc przez pryzmat tego, ile zdarzyło się w moim życiu, jak wiele sytuacji i ludzi z przeszłości miało wpływ na moje postrzeganie ludzi i na to, kim jestem teraz, coraz częściej dopuszczam do siebie fakt, że zachowań innych osób nie można dzielić na czarne i białe i nie warto odgradzać się grubym murem, gdy ich nie rozumiemy, nawet jeśli tak jest wygodniej…

Nikt z nas nie ma wpływu na to, jak postrzegają nas osoby z zewnątrz – może to i lepiej… Kiedy się komuś przedstawiam, nie opowiadam życiorysu i nie wymieniam swoich cech charakteru, które mogłyby być istotne dla nowej znajomości. Zgaduję, że nikt z Was tego nie robi, a przecież każdy ma za sobą bagaż doświadczeń, które wpływają na kolejne relacje i na sposób widzenia świata. Ile razy zdarzyło Wam się kogoś źle ocenić? … A ile razy ktoś źle ocenił Was? A może… skoro tak dobrze przyjęło się w świecie opisywanie wszystkiego hasłami „uwaga – gorące”, „uwaga – szkło”, „uwaga – nie dotykać” to warto zastosować dla ludzi opis „uwaga – człowiek – można łatwo zranić”… Co Ty na to? A może pójść dalej i stworzyć każdemu metkę z informacją „uwaga – nadwrażliwy”, „uwaga – uległy”, „uwaga – introwertyczny”, „uwaga – empatyczny” etc. Co napisałbyś na swojej metce, żeby nikt nie mógł bezkarnie Cię ranić, mówiąc „nie wiedziałem”…?

Wielokrotnie zdarzyło mi się usłyszeć po jakimś czasie znajomości „miałem wrażenie, że jesteś…”, „na początku wydawałaś się inna…”, „nie podejrzewałem, że…” No bo kto może coś podejrzewać po pierwszym wrażeniu i po co podejrzewać cokolwiek? Nie lepiej poznawać? Mając na uwadze to, jak czasami sama siebie zaskakuję swoim zachowaniem i ile razy zrobiłam coś, co chciałabym zrobić zupełnie inaczej, dostrzegam, jak wiele jest w nas samych rzeczy, na które nie mamy wpływu. Dlaczego więc winić innych za błędy, skoro sami je popełniamy…?

Czasami czyjeś zachowanie nas drażni, czasami ktoś sprawi nam przykrość, a czasami swoim zachowaniem może nieświadomie zupełnie nas złamać… Nie rozumiemy motywów czyjegoś działania, bo nie wiemy, co ten człowiek przeszedł w swoim życiu? Nie wiemy, czym dla niego jest dana sytuacja. Nie znamy jego punktu widzenia i jego potrzeb. Może próbował zachować się najlepiej, jak mógł… Może nie potrafił inaczej, jak ja czasem nie potrafię, jak Ty… Może właśnie w tym momencie w jego życiu rozgrywa się jakaś ważna lekcja…

Kiedyś próbowałam robić dochodzenia w takich sytuacjach. Zrozumieć wszystko co można dogłębnie, kiedy ktoś zachował się w sposób, który mnie uraził. Próbowałam znaleźć każdy możliwy punkt widzenia w odpowiedzi na pytanie „dlaczego w ten sposób?” Nie zawsze się to udaje. Nie zawsze otrzymamy odpowiedź, która nas satysfakcjonuje. Dawniej, kiedy nie mogłam odczytać czyichś intencji tworzyłam własny scenariusz jej działania, najczęściej krzywdzący dla mnie samej i najczęściej błędny. Ale pozostaje pytanie: jak zrozumieć zachowanie innych, skoro czasami nie potrafimy zrozumieć swoich własnych emocji i reakcji..? Może po prostu patrzeć uważniej na potrzeby drugiego człowieka, może czasami zastanowić się chwilę i zaakceptować fakt błędów, które wszyscy popełniamy, zamiast kogoś oceniać, a może zapytać i spróbować wyjaśnić, kiedy chodzi o kogoś bliskiego, a obcym pozwolić żyć według własnej wizji bez wyjaśnień, bo właściwie co nam do ich życia…

Mnie też zdarzyło mi się zranić kogoś, kto był dla mnie ważny…Nie raz… Myślę, że zdarza się to każdemu. Czy to znaczy, że chcieliśmy wyrządzić komuś krzywdę? Czy on/ona znali powód mojego zachowania?

Nie piszę tego bez powodu. Dziś kolejny raz ktoś uznał, że pomylił się co do mnie…To dobrze 😉 To pięknie, kiedy potrafimy być otwarci na to, co drugi człowiek ma nam do zaoferowania i potrafimy zmienić zdanie. Kiedy jesteśmy zamknięci, możemy bardzo wiele przegapić.

🦋

Dodaj komentarz