CIĄG DALSZY nastąpił…

CIĄG DALSZY nastąpił…

Dokładnie trzy lata temu zdarzył się on… mój egzamin dyplomowy – śpiew, taniec, aktorstwo – te trzy (i wiadomo, które z nich na pierwszym miejscu w mojej hierarchii). Trzy lata… a jakby trzydzieści…Zmieniło się we mnie i w moim życiu więcej niż wszystko – tak można by ująć to jak ja odczuwam te zmiany.

O każdym kluczowym momencie życia można powiedzieć, że „coś się wtedy skończyło i coś się jednocześnie zaczęło”… Trzy lata temu żegnałam szkołę musicalową piosenką „Somebody to love”, spektaklem „Narysuj mi baranka” w postaci Żmii i spektaklem tanecznym „Ludzkie Salem” w postaci Tituby. Scena Ciśnień i my – osiem różnych kobiet, różnych spojrzeń na świat. Dla jednych był to bardziej koniec jakieś przygody, dla innych bardziej początek. W tamtej chwili nie było we mnie smutku, bo ruszałam w nową drogę z nadzieją, że coś się dla mnie zmieni… (Wtedy jeszcze myślałam, że zmiany przychodzą z zewnątrz…)

Ze Studium Musicalowym Capitol byłam związana przez cztery lata (trzy lata szkoły i rok pracy). Zdarzyło się wiele… W tamtym miejscu spotkałam pięknych, wartościowych ludzi. Niektórzy wciąż mi towarzyszą, inni byli chwilowym podarunkiem od losu. Dostałam wiele cennych darów w zakresie mojej edukacji i mnóstwo przyjemnych chwil – tych w pracy scenicznej i poza nią. Jestem wdzięczna za wszystko, czego się tam nauczyłam, a przede wszystkim za ludzi, którzy „wtargnęli” w mój świat.

Doceniając to, co mam, czułam jednak wielokrotnie, że tzw. „negatywne” emocje biorą górę. Nie dlatego, że szkoła nie spełniała moich oczekiwań i nie dlatego, że ludzie nieodpowiedni, (bo było wręcz przeciwnie), ale z racji mojej (nad)wrażliwości i nieziemsko analitycznego umysłu odczuwałam wiele bodźców jednocześnie, przez co trudności miały często większą wagę niż przyjemności. W tamtym czasie nie miałam pojęcia, czym to jest i skąd się bierze. Na scenie, gdzie emocje są zazwyczaj pożądanym elementem, zwykle nie potrafiłam dać im ujścia a poza sceną to one brały górę i wprowadzały we mnie wciąż na nowo poczucie, że jestem niekompletna i niewystarczająca. Byłam obok tego, co najbardziej kocham i miałam to na wyciągnięcie ręki, a strach sprawiał, że nie potrafiłam skorzystać z tych możliwości w pełni. Tak wtedy myślałam – że tracę coś cennego, bo za bardzo boję się to stracić. Byłam szczęśliwa z powodu tego, co mi się przytrafia, jednocześnie czując, że nie jestem pełnią tego, kim mogę być i nie chwytam w pełni tego, co mogę mieć.

Z perspektywy czasu dociera do mnie, że to nie okoliczności i nie ludzie są powodem naszych rozczarowań, trudów czy bólu, ale powodem jest nasze niezrozumienie siebie samych. Piszę ten post, bo jestem ciekawa, czy Wy też dostrzegacie, jak wiele cennych chwil umyka nam (jakby bez naszego udziału) tylko dlatego, że czujemy się niepewnie w swojej skórze – niewystarczający, nieodpowiedni być może niedoceniani… a może to my siebie samych nie doceniamy…

Gdybym cofnęła czas i tak nie potrafiłabym zmienić tamtego postrzegania siebie, ale dziś piszę ten tekst z wdzięcznością, bo wiem, że gdyby nie tamto miejsce, pewne zdarzenia i ludzie, teraz nie byłabym tym, kim jestem… Wiem, jak to brzmi… i wiem, że można tak powiedzieć o każdej życiowej sytuacji, ale dla mnie zyskuje na wartości fakt, że gdyby nie tamte wzloty i upadki to nie odważyłabym się na poszukiwania siebie, a gdybym nie zrobiła tego pierwszego kroku to dzisiaj wciąż nie miałabym odwagi dzielić się swoją muzyką, nie miałabym odwagi śpiewać swoich tekstów, nie byłoby tej strony www, nie byłoby marzeń o płycie i nie umiałabym patrzeć w przyszłość tak, jak dzieje się to teraz. Stąd właśnie bierze się myśl, że to był jeden z kluczowych momentów mojej podróży.

To po rozstaniu z Wrocławiem zaczęłam dopuszczać do życia moje wewnętrzne ja i rozpoznawać swoje potrzeby. To nie zdarzyło się z dnia na dzień. Potrzeba było wiele starań i prób, ale tamto rozstanie było ważnym etapem mojej podróży wgłąb siebie, która trwa i daje mi poczucie radości z odkrywania siebie.

Czasami odchodząc widzimy tylko to, jak wiele straciliśmy… Dopiero po czasie dociera do nas, że zyskaliśmy dużo więcej… Życzę Wam, byście patrząc w przeszłość potrafili nie tylko dostrzegać to co dobre i to co złe, ale byście potrafili zaakceptować wszystko takim jakim naprawdę było a jednocześnie mieć poczucie, że jesteście od tego wolni i możecie śmiało iść do przodu.

🦋

„Każdy przecież początek to tylko ciąg dalszy, a księga zdarzeń zawsze otwarta w połowie.”

W. Szymborska

.

Dodaj komentarz